(Californication does it to me..)
Wieczór. Wszystkie dobre historie powinny zaczynać się w dzień lub porankiem, kiedy wszystko żyje, a my jesteśmy pełni wigoru. Ale to nie jest dobra historia, ani pod względem talentu opowiadającego, ni tego co się w niej zawiera. Jednak to z takich historii składa się życie. To je usłyszysz od znajomego, chcącego wypłakać się w Twe ramie, gdy oczekuje pocieszenia. To przez takie opowieści leżysz w łóżku do czwartej nad ranem, patrząc na plamy na suficie, gdzie światło księżyca miesza się z blaskiem latarni. Słyszysz dźwięki zewnętrznego świata, krzyki-które napawają Cię strachem, chrobot gdzieś w pustym mieszkaniu-tak prosty do racjonalnego wytłumaczenia, jednak tak mocno pobudzający wyobraźnię. Ile takich nocy było w Twoim życiu? Ile myśli przepłynęło przez Twą głowę, nie pozwalając na odpłynięcie w zbawczy sen. W ten jedyny moment dnia, kiedy można zapomnieć o rzeczywistości, problemach, wymaganiach, jakie stawiają nam inni.
Czuje to co Ty, łączę się z każdym z samotnych ludzi na tym świecie. Właśnie w tym momencie, kiedy kołdra zdaje się wbijać mnie w łóżko, a prześcieradło plącze me kończyny mocniej niż jakiekolwiek łańcuchy. Uronić chodź jedną łzę, okazać tą odrobinę uczucia, dać zatopić się w łkaniu. Pozwolić komuś by usłyszał te dźwięki rozpaczy, by mógł przyjść, zaoferować pomoc i pocieszenie. Odrobinę zainteresowania. To samolubne, ale chcę choć chwilę być w centrum uwagi. Przez moment poczuć się zauważanym, najważniejszym, by ktoś okazał mi, jak bardzo jestem dla niego ważny.
Noc nie ma litości. Minuty mijają ,tykająca wskazówka zegara wyznacza rytm mojej katorgi. Mam za dużo wspomnień, za dużo myśli, nie podjętych decyzji ,niewykorzystanych sytuacji. Czuje się starcem, w moim osobistym piekle. W czasie nocy każda błahostka i potknięcie urasta do rangi lawiny, kataklizmu niszczącego moje życie. Zaciskam zęby i staram się myśleć o czymś innym, po to by wpaść w ramiona kolejnego koszmaru.
Czy serce naprawdę boli za utraconą miłością? Czy los może być tak okrutny ,że przeznaczył nam tylko jedną osobę, bliźniaczą duszę, miłość życia? Czemu nie mogę usunąć wspomnień, czemu tak bardzo chcę do niej zadzwonić, pokazać że żyję, by przypomniała sobie o mnie. Powiedzieć jej że nadal ją kocham, mimo iż wiem, że ona mnie nie. Powiedzieć ze kłamałem, tylko po to zachować twarz. Głupia męska duma.
W końcu zaczynam spiewac, z początku cicho, potem na tyle głośno, że mogę zagłuszyć zegar i skrzypienie starej szafy. Cedzę słowa przez zęby, mocno zaciskam powieki, by wywołać choć jedną łzę. Mój głos ochrypły, me palce łapiące się pościeli jak ostatniej deski ratunku. Słowa mieszają się w mojej głowie, kolejne piosenki układają się w melodię mojego cierpienia. Czuję się jakby te słowa pochodziły z mojej duszy, a nie z piosenek które usłyszałem w radiu.
Już bardziej szepcę niż spiewam. Powoli opadam z sił, rozluźniam palce,konwulsyjnie zaciśnięte na poduszce. Mogę się uśmiechnąć, nadchodzi sen. Juz nie ważne, że leże sam w wielkim, pustym domu, nie ma przy mnie nikogo, a jutrzejszy dzień nie przyniesie nic dobrego. To mój czas. Chcę znów śnic o lataniu. Poczuć się wolny, szybować nad miastem, widząc jak wy wszyscy, w szarych płaszczach marnujecie życie...
xxx
Po tym całym wieczornym melodramacie, nic dziwnego że miałem pewne problemy ze wstaniem rano. Przez pewne mam na myśli, że na pewno przespałem budzik i dzięki temu straciłem czas , w trakcie którego mógłbym zjeść jakieś śniadanie. Może to i lepiej, bo mimo że większość mojego ciała już skakała po pokoju próbując zlokalizować najpotrzebniejsze elementy ubioru, to jednak mój żołądek zdawał się być w okolicach godziny trzeciej w nocy i nie reagował na żadne pytania o jego preferencje kulinarne na ten poranek. Będę musiał zjeść coś w szkolnej stołówce. Krainie o takim zapachu, że po pięciu minutach przebywania tam zaczynam zapominać jak się nazywam, oraz tych kilku przyjemnych elementów mego życia( w większości dotyczących łóżka).
Co tu marzyć, zanim znajdę się w pobliżu szkoły to minie trochę czasu. Gacie, spodnie, skarpe ok, nastepnym razem pomyślę o nich zanim wdepnę w kałuże pozostawioną przez psa rasy Husky, o niebieskich oczach, proszę was bardzo, prawdziwy wędrowiec z Alaski. Choć pan-buszujący-w-śniegu mógłby zachować się bardziej po męsku i wstrzymać chwilę ze swoimi potrzebami. I to-to niby potrafi samo przeżyć.
Eh, Marley, jeśli Twoi przodkowie patrzą teraz na Ciebie to zapewne się obracają w grobach. A może robią to bo takiej sztuczki zostali nauczeni. Dobra pies, nie mam dla Ciebie czasu, nie patrz tak na mnie tymi ślepiami, mam podobne. Po prostu Pięknie, nawet mój pies ma mnie w dupie i woli wyjść z pokoju niż ze mną pogadać.
Olać w miarę dobrego przyjaciela człowieka. Czas mija a szkoła nie czeka, a tym bardziej baba od matematyki. Nie szata zdobi człowieka, ale nago nie wyjdę. Życie to nie niemiecki pornol i żadna samotna listonoszka się na mnie nie rzuci, chcąc sprawdzić mój kod pocztowy. Największy dylemat mojego życia, w co się ubrać. Nałożyć czarną koszulkę, czarną czy też może dziś czarną. Niektórzy mogą mówić ze jestem ograniczony lub chcę sprawiać wrażenie mrocznego i klimatycznego. Jak dla mnie kolory rozpraszają ludzi i sprawiają że są niepewni. Przynajmniej każdy wie jakiego stroju się po mnie spodziewać i nie zamierza mi prawić komplementów na temat nowych ubrań.
Minut dwadzieścia do zajęć a ja nadal pachnę jak drwal pracujący po godzinach w lasach Amazonii. Czuć ze siostra korzystała przede mną. Bo albo ta niewidzialna ściana blokująca mi dostac do wanny to pole siłowe założone przez mistrzów Jedi by trenować moją Moc albo to młoda ma nowe perfumy.
Obstawiam to drugie. Jedi są humanitarni, a ten zapach władował się do mojego ciała przez nos jak łysy dres na wiejską imprezę. Zrobił mi z mózgu bigos a potem wyszedł używając mojego języka jako wycieraczki. Naprawdę, czułem smak tyłka kolesia skopanego przy barze.
Być męskim i wejść do zaczadzonej łazienki czy wyprowadzić psa. Z wyrazu jego pyska wiem która opcję by wolał. Wiem też kogo z nas dwóch uważał za bardziej męskiego. Po szybkiej rundce dookoła bloku zostało mi 10 minut i plama z trawy na lewym kolanie. Biegliśmy bo tego potrzebują husky, oraz dlatego że mój ukochany potomek krwiożerczych wilków obsikał drzwi auta do którego właśnie zbliżał się właściciel.
Tsunami w łazience. W trzy minuty. Osobisty rekord. Ale chyba nie będę się nim chwalił, Buty zawiążę w szkole.
Wróć do domu idioto, nie pójdziesz do szkoły bez plecaka.
A teraz biegiem. Może nauczycielka zagada się przy kawie z koleżankami. Albo spadła ze schodów. Trudno się uśmiechać biegnąc pod wiatr, ale przynajmniej te kilka much posłużyło mi za śniadanie w biegu.









--
Jero.-
♠ Ace of Spades ♠
a to jest właśnie mój prezent na Światowy Dzień Studenta
Previous Page12345...Next Page